Jest różnica między: słuchać, a słyszeć

„Słuchaj uchem, a nie brzuchem!”-Krzyczą do siebie dzieci, podczas wspólnej zabawy. „Uszy się myje, a nie wietrzy!”-Wtórują inne. A jeśli, nie daj Boże, wymsknie nam się długie „Cooo?”, od razu zripostują: „Nie cooo, tylko proszę!”.

Wskazówki jakże proste i uniwersalne. Wcale nie trzeba być laryngologiem, aby przyznać rację tym słowom. Toż to profilaktyczne kwintesencje, a może i pierwsze trafne „diagnozy”? Oczywiście pół żartem, pół serio. Niestety, większość z nas nie potrafi słuchać, za to z łatwością ten fakt wykorzystujemy, „oskarżając” swoje uszy o…rzekomą głuchotę. Mówimy często: „Ach, wybacz, nie słyszałem. Mam jakieś problemy.
Chyba pójdę na badanie słuchu.”- Dodajemy fałszywie skruszeni. Najczęściej mówią to ci, których słuch nie jest specjalnie uszkodzony, co najwyżej wysoko wybiórczy…Tymczasem, żeby się później nie okazało, że nasze uszy nam pokażą, co to znaczy nie słyszeć. Niedoceniony organizm potrafi się mścić-fizjologia płata figle, więc musimy uważać, aby dosłownie nie dostać po uszach.
Niestety, są i tacy, których do społecznych, „usznych symulantów” nie zaliczymy. Mowa o tych, którzy naprawdę nie słyszą, a dla których jedyny ratunek to aparaty słuchowe. Tacy, z pewnością do Poznańskich Słowików należeć nie będą. Udawanie głuchoty (nieważne, w jakim celu), to igranie z naturą, ale i naśmiewanie się z tych, którzy mają trudności ze słuchem, a nierzadko i nie słyszą w ogóle.

Jeśli podejrzewamy, iż ktoś może mieć taki problem, nie komentujmy tego. W końcu uszkodzony słuch wcale nie musi być głuchotą, tak jak ciemne okulary nie zawsze oznaczają ślepotę.